Senat Politechniki Białostockiej podjął uchwałę o nadaniu tytułu doktora honoris causa prof. dr. hab. inż. Tadeuszowi Bohdalowi, rektorowi Politechniki Koszalińskiej w latach 2012–2020. Uroczystość wręczenia odbędzie się we wrześniu w Białymstoku. W obszernym wywiadzie profesor opowiada o swojej drodze naukowej, wyzwaniach, z jakimi mierzyli się badacze w PRL-u, oraz o sztuce łączenia wymagającej pracy z życiem codziennym.
- Wielkie wyróżnienie: Prof. Tadeusz Bohdal otrzyma tytuł doktora honoris causa Politechniki Białostockiej za wieloletnią współpracę naukową i wkład w rozwój energetyki oraz chłodnictwa.
- Droga z Świdwina na szczyty nauki: Pomimo trudnych początków i braku wsparcia w szkole średniej, profesor konsekwentnie realizował swoje cele, zostając wybitnym specjalistą w dziedzinie termodynamiki.
- Mistrz i uczeń: Prof. Bohdal, znany z partnerskiego podejścia i błyskawicznego tempa pracy, wypromował dziewięciu doktorów i zaangażował w stworzenie koszalińskiej szkoły naukowej.
Na skróty:
Z „ogólniaka bez tradycji” do prestiżowego doktoratu honorowego
– Byłbym bardzo nieszczery, gdybym powiedział, że nie jestem dumny – mówi prof. Bohdal, pytany o to, co czuje przed wrześniową uroczystością. – Wielu profesorów marzy o takim wyróżnieniu. Doktorat honorowy to jedna z dwóch głównych ścieżek uhonorowania naukowca w Polsce, obok członkostwa w Polskiej Akademii Nauk. To dowód docenienia przez środowisko, które dostrzega nie tylko publikacje, ale i współpracę, kształcenie młodej kadry oraz wdrożenia gospodarcze.
Współpraca prof. Bohdala z Politechniką Białostocką trwa od ponad 20 lat. – Stale wymienialiśmy się doświadczeniami dotyczącymi programu studiów na kierunku Energetyka, budowy stanowisk laboratoryjnych – wyjaśnia profesor. – Kilkakrotnie przygotowywałem recenzje doktoratów i monografii, a także opinie do wniosków profesorskich. To owocna, partnerska relacja.
Świdwińskie korzenie i zaskakujące rodzinne powiązania
Życiorys prof. Bohdala to nie tylko sucha biografia naukowca. Jego kuzynką jest znana aktorka Jolanta Bohdal, pamiętna Kasia Rochowicz z kultowej komedii „Poszukiwany, poszukiwana”. – Mój ojciec i ojciec Joli to byli bracia – zdradza profesor. – Urodziła się na Kresach, w Nieświeżu. Po wojnie ich rodzina osiadła w Świdwinie, kilkaset metrów od domu, w którym ja dorastałem. Dziś obie siostry na emeryturze mieszkają w Starogardzie Gdańskim.
Sam Tadeusz Bohdal początkowo nie myślał o karierze inżyniera. W nowo utworzonym liceum ogólnokształcącym w Świdwinie nauczyciele nie dawali uczniom większych szans. – Ciągle słyszeliśmy, że to szkoła bez tradycji. Mówili, że możemy się na nic nie dostać – wspomina. Planował studiować matematykę, fizykę, a nawet astronomię. Ostatecznie, na przekór kolegom, wybrał Wydział Mechaniczny Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Koszalinie. I choć kolega, który namawiał go na studia do Koszalina, sam nie złożył dokumentów, Bohdal znalazł się w piątce najlepszych kandydatów na roku.
Trudna droga do doktoratu i ekologiczna rewolucja
Największym wyzwaniem w karierze profesora był… doktorat. – Najłatwiej poszło mi z profesurą, najtrudniej z doktoratem – przyznaje. W czasach PRL-u budowa własnego stanowiska badawczego była koszmarem. – Brakowało maszyn, a robotnicy pracowali ślamazarnie. Potem okazało się, że nie ma czynnika chłodniczego. Z żoną pojechaliśmy do Gliwic i po długich perypetiach udało się zdobyć 200 litrów. Młodzi ludzie nie rozumieją tamtych realiów – dodaje.
Po doktoracie, na fali światowego zainteresowania ekologią, zajął się pionierskimi w skali kraju badaniami wrzenia proekologicznych czynników chłodniczych. – Z powodzeniem zastępowały one freony niszczące warstwę ozonową. To był strzał w dziesiątkę. Niewiele ośrodków na świecie zajmowało się tą tematyką – zaznacza profesor.
W 2002 roku przeprowadził pierwszą w historii Politechniki Koszalińskiej habilitację. Kolokwium było wydarzeniem – przyjechała telewizja, byli oficjalni goście. Kilka lat później tytuł profesora nauk technicznych nadał mu prezydent Lech Kaczyński.
Mistrz na telefon i przyjaciel studentów
Prof. Bohdal ma własną, sprawdzoną filozofię pracy z młodymi naukowcami. – Na wiele im pozwalam, ale w granicach normy. Staram się wytłumaczyć, podpowiedzieć. Współpraca musi odbywać się na zasadzie mistrz-uczeń – mówi. Łącznie wypromował dziewięciu doktorów i jest twórcą koszalińskiej szkoły chłodnictwa i pomp ciepła.
Co ciekawe, profesor jest niemal cały czas dostępny dla swoich podopiecznych. – Nawet w weekend co najmniej 10 razy zaglądam do skrzynki mejlowej. Każda grupa studencka ma mój numer telefonu. Nikt nie nadużywa zaufania – zapewnia. Swoje tempo pracy nazywa… dynamicznym odpoczynkiem, którego nauczył go kolega, późniejszy ambasador.
Jako rektor słynął z partnerskiego podejścia, ale i wymagania terminowości. – Lubiłem, jeśli najważniejsze sprawy były przygotowywane dzień wcześniej. Nie ma miejsca na improwizację – podkreśla.
Termodynamika w ogrodzie i na talerzu
W wolnym czasie prof. Bohdal oddaje się ogrodnictwu. – To hobby mojej żony – śmieje się. – Mamy około 200 żółtych tulipanów, potem kwitną róże i szałwie. Ogród to świetne miejsce do naukowych obserwacji.
Pasja do nauki nie opuszcza go nigdzie. Swoje wykłady z termodynamiki ilustruje przykładami z życia: od gotowania obiadu po zjawiska pogodowe. – Wystarczy spojrzeć przez okno. Dzisiejsza mgła? To gra dwóch parametrów: temperatury i ciśnienia pary wodnej. Ciałem człowieka rządzą te same prawa, co w całej przyrodzie – przekonuje.
We wrześniu, podczas uroczystości nadania doktoratu honorowego na Politechnice Białostockiej, wygłosi wykład właśnie o tym, jak termodynamika wpływa na nasze codzienne życie – od gospodyni gotującej obiad po lekarza badającego pacjenta.
Źródło: Politechnika Koszalińska / tu.koszalin.pl

